Murro jest dla ciebie, jeśli żyjesz z chorobą afektywną dwubiegunową albo z zaburzeniem osobowości borderline (BPD). Zrobione jest właśnie pod te dwa stany — pod epizody, pod leki, pod to, jak pamięć zawodzi dokładnie wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebna. Nie musisz nic „umieć” robić dobrze. Po prostu wejdź, jak stoisz. Jeśli nie masz diagnozy, a nastrój się chwieje — też wejdź, nikt nie przegania. Po prostu wiedz, że zrobione jest pod tamte dwa.
Kiedy nastrój się chwieje, łatwo stracić grunt pod nogami. Ta aplikacja to prosta codzienna kotwica. Kilka minut dziennie: zaznaczyć, jak było ze snem, z jedzeniem, jaki masz nastrój. Z tych małych punktów z czasem widać wzorce — tobie i twojemu lekarzowi.
Najważniejsze: to nie lekarz i nie zastępuje leczenia. To pomocnik obok twojego psychiatry lub psychoterapeuty, a nie zamiast nich.
Serce aplikacji. Tutaj zaznaczasz sen, nastrój, jedzenie, małe zwycięstwa dnia i ocenę, jak minął dzień. Nie musisz wypełniać wszystkiego. Nawet jeden punkt to już dobrze. Jeśli pisanie jest trudne — pod notatką dnia jest „Powiedz na głos”: do 30 sekund głosem. Nagranie zostaje tylko na tym telefonie, zaszyfrowane: nie idzie na serwer, nie trafia do raportu ani eksportu, i bot go nie słyszy. Po wylogowaniu nagrania znikają.
Zaznacz, co było w ciągu dnia — śniadanie, obiad, kolację, przekąskę — żeby nie zapominać o jedzeniu. Apetyt często się rozregulowuje w trudnych okresach. Możesz dopisać kilka słów: co to było, czemu mało lub dużo.
Po prostu ile było danego dnia — albo że nie było. Nie ma tu licznika dni bez alkoholu i nie będzie: liczba, która wraca do zera po trudnym wieczorze, ogłasza porażkę dokładnie wtedy, gdy sił jest najmniej. Zapisane dni zostają zapisane, nic nie liczy się w górę, więc nic nie może się wyzerować. Chodzi o co innego: zobaczyć, jak alkohol odbija się na śnie i na następnym dniu — a w chorobie afektywnej dwubiegunowej to jeden z najwyraźniejszych czynników.
Jeśli chcesz dokładniej — tutaj możesz zaznaczyć pory codziennych czynności: pierwszy kontakt z drugą osobą, pierwsza rzecz, którą tego dnia robisz, kolacja. Im stabilniejszy rozkład dnia, tym stabilniejszy stan. To opcjonalne — rozwiń, kiedy masz na to ochotę.
To bot AI, a nie człowiek i nie terapeuta. Możesz się przed nim wygadać, poprosić o technikę uspokojenia albo po prostu poukładać sobie, co się dzieje. Zna twoje ostatnie wpisy, więc rozumie kontekst. Nigdy nie pisze pierwszy i do niczego nie zmusza. Przed każdą odpowiedzią działa osobne sprawdzenie kryzysowe, niezależne od samego modelu. Czyta tylko kilka ostatnich dni, a nie całe twoje archiwum — co dokładnie widzi, pokazuje strona „Co aplikacja o tobie wie”.
Towarzysz widzi tematy twoich poprzednich rozmów i kiedy były, ale nie same słowa z nich — pełnego tekstu celowo nie czyta. Dlatego to samo trzeba tłumaczyć za każdym razem. Dlatego jest kilka linijek, które piszesz dla siebie: „pracuję na nocki, stąd taki sen”, „mama zmarła w marcu”, „nie mam do kogo dzwonić”. Zobaczy je za każdym razem. To twoje słowa: aplikacja nic tu sama nie dopisuje i nic z tego nie wnioskuje, a usunąć można jednym dotknięciem. Na ekran kryzysowy to nie wpływa — on działa zawsze. Pole jest na stronie „Co aplikacja o tobie wie”, w Profilu.
Kiedy jest naprawdę ciężko — tutaj możesz zaznaczyć emocje i impulsy (w tym chęć zrobienia sobie krzywdy). Jeśli wartości są wysokie, aplikacja od razu zaproponuje pomoc.
Krótkie ćwiczenia z DBT i CBT na trudne chwile — żeby przeczekać ostrą falę, a nie walczyć z nią po omacku. Osobno są „Ludzie i rozmowy”: jak powiedzieć trudną rzecz, jak odmówić bez kłótni i co robić, gdy wydaje się, że cię odrzucono.
Twoje osobiste kroki i kontakty na wypadek kryzysu. Najlepiej wypełnić go wcześniej, w spokojnym momencie — żeby w trudnej chwili nie myśleć, tylko otworzyć. Jest jeszcze „Paszport kryzysowy” — jedna kartka na papierze: twoi ludzie, co pomaga, co schować dalej, jakie leki i numer pomocy pilnej. Na wypadek, gdy telefon się rozładuje, zostanie w domu albo zabiorą go w szpitalu. Przycisk jest u góry planu bezpieczeństwa.
Plan bezpieczeństwa jest o tym, co robisz ty. Ta karta jest o tym, co robi osoba obok. Pięć punktów, które piszesz ty: jak to wygląda, gdy się zaczyna; co pomaga; co NIE pomaga; co mówić; kiedy dzwonić i do kogo. Trzeci punkt jest najważniejszy — tego, co pogarsza sprawę, nikt nie wie, dopóki nie powiesz. Drukuje się i daje jednej osobie. Aplikacja nie dodaje tam ani słowa o twoim stanie. Przycisk jest u góry planu bezpieczeństwa.
Przycisk „Pomoc” jest na każdym ekranie aplikacji. Jedno dotknięcie otwiera prawdziwe numery pomocy dla twojego kraju i kilka kroków na już. Niczego nie trzeba wcześniej wypełniać i nic nigdzie nie jest wysyłane. Jeśli czytasz to bez konta — przycisk pomocy jest też na tej stronie.
Twoje osobiste wczesne oznaki tego, że stan zaczyna się sypać — żeby złapać go wcześniej, zanim zaleje cię z głową.
Na tę godzinę, kiedy chce się coś napisać — a potem już tego nie cofniesz. Kłótnia, „przeczytane i bez odpowiedzi”, poczucie, że cię zostawiają. Piszesz wszystko, co chcesz powiedzieć, i NIE wysyłasz. Wybierasz, kiedy wrócić: 20 minut, godzina albo do rana. Wtedy aplikacja pokaże ci to znowu i zapyta: odpuścić, napisać inaczej czy wysłać samemu. Zwykle zostaje połowa i jest celniejsza. Aplikacja niczego i nikomu nie wysyła — nie potrafi tego. To po prostu miejsce, gdzie słowa poczekają. Otworzyć przed czasem możesz zawsze. Najpierw zobaczysz jedno zdanie od ciebie — do ciebie, napisane wcześniej.
Krótkie rozdziały o tym, co w ogóle wiadomo o chorobie afektywnej dwubiegunowej i zaburzeniu osobowości borderline: dokąd to zmierza, co gaśnie samo, a co zostaje na długo, dlaczego odmowa uderza tak mocno, dlaczego wzlot prawie zawsze się przegapia. To ogólna informacja o stanach, a nie wniosek o tobie — w tych tekstach nie ma ani słowa o twoich wpisach, a aplikacja ich nie czyta. Każdy rozdział kończy się jednym pytaniem, które z niego wynika. Jedno dotknięcie i jest ono na liście do lekarza, żeby nie przypominać go sobie na wizycie od zera. Czyta się raz, w spokojny dzień. W ciężki dzień nie trzeba tam iść.
Dwie proste rzeczy. Pierwsza: możesz wstrzymać to, co chcesz kupić — na godzinę, na sześć godzin albo na dobę. Gdy czas minie, aplikacja zapyta jeden raz: nadal tego chcesz? Często przez ten czas ochota mija sama. Druga: możesz zapisać, co już kupione, i kwotę, jeśli chcesz. Wtedy widać, na co poszły pieniądze przez ostatnie 30 dni. Bez budżetów, bez „za dużo”, bez czerwonego — po prostu lista i jedna suma, żeby nie zgadywać. Czego tu nie ma: aplikacja nie widzi twojej karty i niczego nie zablokuje. Wstrzymanie trzyma się tylko na tobie. Dlatego są jeszcze „słowa do siebie” — jedno zdanie, które piszesz w spokojnej chwili i widzisz wtedy, gdy chcesz cofnąć wstrzymanie przed czasem. Cofnąć możesz zawsze — tylko najpierw przeczytasz siebie.
Jeśli nie było cię kilka dni albo kilka tygodni — aplikacja nie poprosi o uzupełnienie zaległości i niczego nie liczy. Pominięte dni pozostaną pominięte. Zamiast tego pokaże to, co masz zapisane o swoich wczesnych oznakach — obie strony, wzlot i spadek, bo bez świeżych zapisów aplikacja nie ma prawa rozstrzygać, która z nich jest teraz. Ta karta pojawia się raz na jedną przerwę i można ją zamknąć.
Nie ma tu passy ani „dni z rzędu”, nie ma wyrzutów za pominięty dzień, nie ma odznak, liczników ani przypomnień o niezrobionym. Nie ma „wykryliśmy epizod” ani ocen twojego stanu. Opuszczony tydzień niczego nie psuje, szczera odpowiedź nigdy nie jest karana, przycisk pomocy nigdy się nie chowa ani nie robi cichszy. To nie brak — to reguła, według której podjęto tu każdą decyzję: aplikacja ma być bezpieczna w twój najgorszy dzień i nie dokładać stresu do tego, który już jest. Wszystko, co zwykle trzyma ludzi w aplikacjach przez presję, wyrzucono tu świadomie. A jeśli ciężko jest nie jeden dzień, tylko dłużej — w zwiniętym widoku jest „niech tak zostanie”: przez kilka dni będzie cicho, aplikacja nic o tym nie zapisze, samo minie po tygodniu, a w każdej chwili można nacisnąć „pokaż resztę”.
Najważniejsze działa bez połączenia: leki na dziś (można je zaznaczać — zapisze się, gdy sieć wróci), plan bezpieczeństwa, twoi ludzie na ekranie „Pomoc”, a także badania i pytania do lekarza. Aplikacja trzyma w tym celu kopię na samym telefonie, zaszyfrowaną kluczem, którego nie da się stamtąd wyciągnąć. Kopia znika po wylogowaniu. Jeśli na ekranie jest napis „brak połączenia — z tego telefonu”, patrzysz właśnie na nią.
W Profilu jest pole „Coś działa nie tak?” — napisz tam choćby krótko. Aplikacja dołączy tylko to, co techniczne: który ekran, rozmiar okna, język, przeglądarka i czy było połączenie. Twoje wpisy, rozmowy, leki i dzienniczek nie są dołączane nigdy. Jeśli wygodniej mailem — adres jest obok.
Sen, nastrój i rozkład dnia na przestrzeni tygodni. Pojedyncze punkty składają się w obraz, który można pokazać lekarzowi. Regularność rytmu dobowego to nie kosmetyka — to jedna z niewielu rzeczy z realnym poparciem badań w chorobie afektywnej dwubiegunowej.
Twój rok jako jeden obraz, utkany z twoich zapisów. Nic nie jest oceniane ani liczone — nawet liczba dni. Pominięty dzień to po prostu powietrze w płótnie, a nie dziura. Można to wydrukować jako plakat. Przycisk jest pod płótnem na ekranie „Rytm”.
Wyszukiwanie w twoich własnych słowach: notatki dni, zrobione, notatki z psychoterapii, pytania do lekarza, pauza na słowa. Pytanie „kiedy to się zaczęło?” prawie zawsze ma odpowiedź w twoich zapisach. Wyszukiwanie działa na samym telefonie — wpisane słowo nigdzie nie jest wysyłane, a aplikacja niczego nie liczy i nie wyciąga wniosków. Przycisk jest w „Rytmie”, pod płótnem.
Zapisuj tak, jak jest wydrukowane na wyniku: nazwa, data, wartość i kto zlecił — jeśli chcesz. Murro niczego nie interpretuje, nie mówi, czy to norma, i nigdy nie pisze „czas na badanie”: odstęp ustala lekarz, a nie aplikacja. Chodzi o jedno — żeby ostatni wynik był pod ręką w gabinecie i sam drukował się w raporcie. Przycisk jest na stronie głównej, obok „Zapytać lekarza”.
Ekran na czas samej wizyty. W jednym miejscu: twoje pytania, leki z dawkami, do kiedy ważna jest recepta, ostatnie wyniki — i pole na to, co powiedziano. Pytania można odznaczać jako zadane, żeby nie zgubić miejsca w rozmowie: wiersz zostaje na ekranie, tylko przekreślony. Działa bez połączenia — w przychodni zwykle go nie ma, więc wszystko potrzebne leży zaszyfrowane w telefonie, a notatka pójdzie na serwer, gdy tylko wróci sieć. To nie jest zapis medyczny, tylko to, jak do ciebie dotarło: dawki w „Lekach” się od tego nie zmieniają, trzeba je zmienić ręcznie w domu. Wizyty nigdzie nie są liczone. Otworzysz to w szufladzie narzędzi na głównym ekranie albo z raportu dla lekarza.
Każdy lek, który kiedykolwiek był na twojej liście, zostaje tutaj — nawet gdy przestaniesz go brać: kiedy się zaczęło, kiedy przerwano, dlaczego i twoje słowa o nim z któregoś spokojnego dnia. To strona na jedno pytanie, które pada na pierwszej wizycie u każdego nowego lekarza: „co już próbowano?”. Zwykle trzeba je odtwarzać z pamięci i właśnie dlatego ten sam lek bywa włączany po raz drugi po kilku latach. Aplikacja nic tu nie dopisuje i niczego nie ocenia: jest tu tylko to, co zostało tu kiedyś wpisane. Można ją wydrukować osobno od raportu.
Aplikacja może przypomnieć o lekach o godzinie, którą sobie ustawisz, i o dniu psychoterapii. W powiadomieniu nigdy nie ma nazwy leku — żeby osoby obok nie widziały na ekranie blokady niczego zbędnego. Włącza się w Ustawieniach, osobno na każdym urządzeniu: jeśli włączysz je na laptopie, na telefon nie przyjdą. Tam też widać, kiedy ostatnie przypomnienie naprawdę dotarło na urządzenie — żeby cisza nie została niezauważona. Jeśli jakiś dzień nie ma się liczyć do leków — szpital, wyjazd, lekarz kazał odstawić — można go oznaczyć jako nieliczony: w trackerze pod lekami albo w karcie dowolnego minionego dnia. Nic nie znika, ten dzień po prostu nie wchodzi do procentu, a w raporcie dla lekarza jest napisane, ile dni nie uwzględniono. O powód aplikacja nie pyta.
Niezależnie od leków można włączyć ciche wieczorne wiadomości: zaproszenie do zapisania dnia, technika na dziś albo po prostu „pominąć dzień też jest w porządku”. Najwyżej jedna dziennie. Nigdy nie wypominają pominiętych dni ani nie liczą serii — bo pominięcia zdarzają się właśnie wtedy, gdy i tak jest ciężko.
Pominąć dzień to normalne. To nie egzamin i nikt cię nie ocenia. Rób tyle, ile dziś możesz.
Jeśli Murro się zatrzyma — co wtedy